Archiwum 03 listopada 2004


lis 03 2004 RAK - Dzień z życia ONKOlonisty
Komentarze: 12

Zapiski Podróznika: Warszawa:    Godzina 4 rano wstajemy. Cały dom się budzi. Tylko się myje i ubieram. 20 min jestem gotowa.Ktos robi śniadanie. Ja nie nie mogę jesc. Ktos się kąpie. Siadam w dużym pokoju i rozmyslam, czy wszystko wzięłam, jak to będzie. Si8edze i słucham jak wszyscy się krzataja. Właczam sobie muzyke. Próbuje przez 5 min poczuc się jak w klubie, gzdie nie mysli się o tym co zostailiśmy za drzwiami. Na zapas odreagowuje to co będzie.Ruszamy. Głęboka noc.Nigdy nie spie w samochodzie. Lubie się wtulic w siedzenie i ogladać uciekający świat za oknem i sama układać sobie do tych obrazów muzykę. Tworzyę swój własny teledysk. Toruń, Lipno. Za każdym razem, jak wyjeżdzamy, poza wczesną godziną i celem podróży, spotyka mnie jedna miła rzecz, taki akcent dnia, pokazujący że może świat nie jest taki zły i ponury – wschód słońca. Mieniący się kolorami, dawkowany kropla po kropli, chwila po chwili, jakby rozpalony iskrą płomień. Wtedy nawet 5 nad ranem wydaje się godziną, o której mogłabym wstawać codziennie. No tak, ale jak ktoś wstaje ze słońcem to powinien się z nim też kłaśc. Czy w dzisiejszym świecie możemy pozwolić sobie na taki luksus , żeby chodzić spać z kurami. Zawsze jest coś do zrobienia, obejrzenia, napisania, zadzwonienia, pogadania. Większośc to Sowy, a nie Skowronki. Żyjąc w grupie, przyjmujemy ich zasady. To może wszyscy umówmy się na wstawanie o wschodzie i na poranne telefony.

 

Dojeżdzamy do Wawy. Korki.” Nie złośc się bo ci tak zostanie” Patrze na lewo i prawo , nie wygladaja jakby się złościli. Popychając jeden klocek domina, po kolei i płynnie przechodzi impuls na inne. Te samochody niby się wciskaja, ale w Warszawie robią to tak płynnie, że aż miło popatrzec. Spogladam na faceta w Audi, trzyma psa na kolanach i czyta gazete. Ci Warszawiacy to sa jednak wyluzowani. Zdjełam chustke, jakoś gorąco się zrobiło. Gapie się na niego. Co z pewnością on odczuwa, lub widzi kątem oka. Daje mu troche odsapnąc, bo to potrafi być stresujące. Udaje, że słucham muzyki, i czuje jak on teraz wpatruje się we mnie, albo w nas. Mysli sobie pewnie, co też ta dzisiejsza młodzież nie wymysli, żeby ogolić się na łyso, i to dziewczyna. Łyso to dopiero mogłoby mu się zrobić, gdyby znał powód. Pokiwał tylko głowa i wrócił do czytania. „Korek” się ruszył. W szpitalu. Szybka toaleta przy wejściu.

 

Zapiski Pacjenta: To ja...Wchodze na oddział. Częśc, cześc, dzień dobry, dzień dobry. Tyle znajomych twarzy. Przy pielęgniarkach zdejmuje już sweter. Pytam z nadzieją:”znajdzie się miejsce dla przybysza z daleka. Na pewno wszystko zajete, to ja wracam, miło było.” Słyszę tylko , „Julita, na fotel”. Takiego rozkazu nie można nie usłyszeć. Wszyscy próbują być zabawni w beznadziejnej sytuacji. To nawet pomaga, czas jakos szybciej leci. Siedze na białym fotelu. Sciskam dłoń. „Mówiłam że mogę kuć każdego tylko nie H..., a miałbyc taki udany dzień” – to tez sa żarty.Chociaz w każdym duzo prawdy. „ Niech się siostra nie martwi, od dziecka jestem magikiem i zaraz wyczaruje sobie żyły. W którym miejscu będzie najlepiej.”Zaraz cos znajdziemy...Pudło.Cholera. Skapnęło na spodnie, ale to zejdzie.No i drugie pudło. Zły dzień mamy. Idź , Magik, pod czarodziejską gorącą wodę.” Płucze tą reke i płucze Cała czerwona się zrobiła z gorąca, ale żył jak nie widać tak nie widać. Podejście nr 2. Wkuła się w dłoń. Wbiła wenflon i podstawiła pojemnik, a krew powoli skapywała. Swietnie zaoszczędzone jedno wkłucie. W przeciwnym razie po dobrych wynikach krwi wracałabym po wkłucie na wenflon, a tak już teraz mogę z tym paradowac po szpitalu. Zostawiłam torby na 6tce i poszłyśmy na śniadanie. W końcu mogę cos przegryź. Głód jest paskudny. Standardowo sałatka z brokułami i czosnkiem i sok z marchwi. Smiejemy się, ogladamy reklamy sklepów meblowych i sprawdzamy swój gust.

 

Zapiski Roentgenowskie: Płuca, płucaki, płucole...Przypomniało mi się o płucach. Pobiegłam do Piotrusia Pana – to mój lekarz prowadzący, chemik. Wymusiłam małe prześwietlonko. Wyników krwi jeszcze nie ma wiec idziemy na roentgen płuc. Na zleceniu napisane CITO, czyli pilne. Ludzi jak w Psiarni. Organizacja jest dobra, nikt nie ma numerków tylko jest wyczytywany jak w radiu węzeł. Pani J. proszę do akbiny nr 3. Poszło szybko bo cito. Babcie i dziadki nie omieszkały zjęśc mnie wzrokiem. „Ja już czekam 2 godziny” słyszałam za soba. Ja też będę jak przyjdzie czas kontroli, to będę czekała bez CITO. Jakiś obleśny facet w źle pofarbowanych włosach na blond, które w efekcie sa zielone, ustawia moje cycki , żeby dobrze wyszły na zdjęciu. Ciekawe co on sobie mysli. Na pęczki ma tych Naświtlanych, ale to fakt, że w kolejce nie widziałam nikogo młodego. Troche jakby skępowany. Mnie już takie sytuacje nie krępują. W końcu nie przyszłam tu na sesje zdjęciowa.”To wszystko?””To wszystko””Dziekuje””Dziękuje” No to poszło. Jak na płucach cos jest to już niczego nie zmienie. Klamka zapadła. Głęboki oddech, idziemy na herbate do baru. Śmiechy, chichy. Patrze na zegarek. Może już sa wyniki. Bandaz od wenflony wpada mi do herbaty.

 

Zapiski z Oddziału: sala nr 6.   Wchodze na oddział. Siostra krzyczy z daleka, że jeszcze nie ma. Poszłam na 6tke, poznać towarzyszy tej podróży. Zazwyczaj młode dziewczyny, a tu niespodzianka, 3 kobitki. O wiek nie pytam, ale średnia była na granicy 60-70 lat.

-          „Różowy szlafrok” – Znam ciebie dziewczynko, byłas w czerwcu na hotelu

-          Byłam.

-          Pamiętam cie.

-          Tyle osób tam było. Nie pamiętam Pani za bardzo.

-          Była wtedy Kasia, ta co tyle gadała z tą drugą jak jej było...

-          Kasia, Kasia...

-          A co jej było?

-          Chodziła o kulach, cos w kolanie.

-          Była jedna dziewczyna co chodziła o kulach. Pamietam.

-          Ja mieszkałam pod 127. Pamietam ciebie dokładnie.

-          A ja byłam pod 123

Moje łózko jeszcze zajete. Wskakuje pod stół i wyjmuje z torby ładowarke do komórki.

To zaczeła Pani leczenie od naświtlania, bo widze że włosy jeszcze są
Nie, nie. A kto powiedział, że to było w tym roku. Teraz przyjechałam na pierwsza chemie po przerzucie. Rok temu w czerwcu tu byłam.
Aha, no to umknął nam najważniejszy szczegół. Nie ten czerwiec. W sumie wszędzie mogłabyc Kasia z kulami.

Witam Panie...„Różowy szlafrok” jeżdzi od niepamiętnych czasów na motorze. Teraz ma jakies 75 lat. Ciekawe czy jak zdejmie ten długaśny różowy szlafrok to wyjmie z szafy skórzana kurtke i śmignie do swojej leśniczówki. Druga kobibitka jest pierwszy raz. Czyta prase, co chwila wietrzy i popija soczek z butelki przez słomke. Widać, ze specjalnie na pobyt zakupiła nowiutki zamszowy dresik. Mówi mało i konkretnie. „Słucham tylko Programu Pierwszego, ale od 23. Ale jest mi obojetne czego będziemy słuchac tutaj.” I wraca do gazety. Trzecia mówi mało, chociaz nie, pokuszę się o stwierdzenie, że nie mówi nic, przynajmniej do nas, bo z córka nadaje.Nic jednak nie umyka jej uwadze.Ciągle czułam na sobie jej wzrok.

Na moim przyszłym łóżku leży młoda dziewczyna, może 30 lat. Zaraz jedzie na operacje. Przebrała się w sukienke papierową , dostała Jasia i śpi. Nie wiarygodne. Pełen make up, puder,narysowane brwi, rzęsy tuszem, włosy jak od fryzjera. Chciałabym ja zobaczyc po tej operacji. Lekarze musza mieć ubaw widząc takie przygotowanie do zabiegu ze strony pacjenta.

 

Zapiski z Korytarza:   Dostałam chemie. Wyniki wystarczajace. Przyjmuje ja na korytarzu. Pije tyle, ze nawet nie opłaca mi się chodzic do baniaka z wodą, lepiej wziąć cały na sale. Koniec chemii, mam wypieki, lekko rozkojarzona. Wszyscy wstaliśmy o 4, ja ciagle nie mam miejsca. Poszłysmy na koniec korytarza i tam walnełyśmy się na strasznie wygodnych fotelach. Człowiek się czuje jak w ramionach misia.Sen był blisko. Obok za drzwiami jakis lekarz uczył się chyba angielskiego, ktos jakał jakies podstawowe słowa. Miło się leżało. Wracam na zastrzyki. Siostry poszły do ciotki. Krece się po korytarzach. Spotkałam Kucharza. Ma to co ja. Pościemnialismy troche o życiu, o tych , którzy byli, ale już ich nie ma, o tym że cholera ze starej karcianej gwardii tylko my się ostaliśmy.  Godzina 20. Jak dzwoni telefo na korytarzu to naraz biegnie do niego z 5 osób. Kto pierwszy ten lepszy, a przecież i tak będzie rozmawiał ten do którego dzwonia.”Słucham. A czesc, przy telefonie” Reszta wraca na sale ze zwieszonymi głowami.Usiadłam na wózku inwalidzkim, który stał na korytarzu. Pobawiłam się kółkami. Wychodzi Kioskarka. Oczy mokre. Nie poznała mnie, choć w ogóle to poznałyśmy się na ostatniej chemii. Spojrzała”Niusia to ty” Mówiła tak do wszystkich chyba, ale na wszelki powiedziałam

Tak, ja też prawie ciebie nie poznałam. Fryzjera zmieniłas. Włosy zgubiłaś.Co tam?”
-Nie dobrze. Ucinają mi ręke za tydzień. Nie wiem gdzie mam się schować. Jak fajnie widziec kogos znajomego.
- Dopiero dzis ci powiedzieli.
-          Docent powiedział jak gdyby nigdy nic na obchodzie, tak po prostu, jakby mówił tylo o zmianie podawnia leków. Tak przy wszystkich. Cholera. Ja nie mogę życ bez ręki.
-          Znam ludzi, którzy twierdzili, że nie będą umieli życ bez nogi, a dzis widze jak biegaja po korytarzu. Człowiek jest bardzo elastyczny. Troche wiem jak się czujesz. Ja też dostałam tydzień na dojrzenie do decyzji o amputacji. Też lewa ręka. Tez płakałam.
-          Ja mam 31 lat, jak można znaleźć faceta bez reki, jak ja będę pracować. Wywala mnie.
-          Ale pomysl, ze dzieki temu może zyskasz życie. Nieprzewidywalne życie. Mieli mi amputoać, minęło ponad pół roku, a ja nadal mogę klaskać, choć nie twierdze że tobie też nie obetną. Ja uciekłam z Bydgoszczy do Warszawy, ale nie wiem czy można uciekać jeszcze gdzieć dalej. To tutaj sa pieniadze i podobno najlepsi specjaliści.
-          Ale Niusia, co ja mam zrobić. Ręke mam złamana, rak się rozrasta, boli, gdzie ja mam wracac, do czego.
-          Do rodziny. Oni ci nie pomoga?
-          Wole siedziec sama w domu. Nie chce ich obciążac.
-          I tak zrobisz co uważasz, ale staraj się nie być sama.

Zapiski przy Trójce. Morfeusz nadchodzi :   Nie ma telefonu do mnie. Położyłam się i słucham audycji o poezji erotycznej w Trójce. Wszyscy śpią. Nikt dzisiaj nie miał czasu sprawdzic wyników płuc. Jak się myłam spojrzałam w lutro, spokojne oczy, usta, nawet głos nie drżał, a kolana trzęsły się jak z zimna. Nawet w łózku nogi były jakies nie moje. Jutro z samego rana zapytam o płuca. Głos w Trójce jest jak kołysanka – „potykam się o powietrze” „ Trzeba mieć siłe , żeby ból znosić, a nie żeby go zadawać.”. Biedna Kioskarka. Teraz będzie palić coraz więcej.

 

hof : :